Na pokładzie

Dzisiaj wstaliśmy skoro świt. Sestri Levante powoli budziło się do życia. Ulice były jeszcze prawie puste. Pracownicy kawiarni rozstawiali stoliki, zapraszając turystów na śniadanie. My udaliśmy się prosto na przystań i weszliśmy na pokład statku. Trochę się obawiałam, czy Emilka nie dostanie choroby morskiej (to jej pierwsza podróż łodzią!), ale na szczęście wszystko było dobrze. Bardzo jej się podobało, w szczególności ten wiatr wiejący od morza!

DSC_0190DSC_0074

Morze było spokojne. Słoneczko dopiero niepewnie zaczynało dawać o sobie znać. A my mknęliśmy do San Fruttuoso.

DSC_0008DSC_0057DSC_0061DSC_0081

San Fruttuoso to zatoka, w której znajduje się opactwo benedyktynów, a ich klasztor położony jest dosłownie na samej plaży. Zatoka słynie z głębokich, czystych wód, w których można nurkować. To właśnie tutaj można zobaczyć posąg Jezusa Chrystusa ustawiony na kamienistym dnie morza 17 metrów pod wodą. Cristo degli Abissi został tam zainstalowany w 1954 r. aby upamiętnić wszystkie ofiary pochłonięte przez morze, zarówno w czasach wojny, jak i pokoju. Szkoda, że nie mieliśmy ze sobą sprzętu i trochę więcej czasu. Chciałabym to zobaczyć!

DSC_0096DSC_0183DSC_0177

Po krótkim pobycie w zatoce, gdzie Emilka z zafascynowaniem bawiła się kamykami na plaży, weszliśmy znów na pokład i popłynęliśmy do słynnego Portofino.

DSC_0207DSC_0235DSC_0240DSC_0260

Miasteczko jest magiczne! Zachwyca przede wszystkim kolorowymi kamieniczkami i roślinnością. Dookoła portu ciągnie się promenada, wzdłuż której zlokalizowane są sklepy najdroższych projektantów, ale również sklepiki z pamiątkami, restauracje i kawiarnie. Co ciekawe, w Portofino nie ma plaż. Brzegi przy morzu są tu ograniczone stromymi klifami i kamiennymi zejściami. No i czuje się tutaj atmosferę luksusu i bogactwa. Już sama nazwa brzmi tak dostojnie – Portofino!

DSC_0272DSC_0271DSC_0289

Widzicie na jachcie ten mały balkonik, prawie po środku, jakby na “pierwszym piętrze”? 🙂 Tak właśnie ten. Gdy odpływaliśmy jakaś pani raczyła się na nim masażem. I co, kto by nie chciał być miliarderem i spędzać w ten sposób wakacji? 🙂

Gdy weszliśmy znów na pokład, Emilka odpłynęła 🙂

DSC_0297

Do Sestri Levante wróciliśmy około 13. Wróciliśmy, ale tylko po to, by wsiąść w samochód i ruszyć dalej w drogę. Przed nami 280 km, kierunek północ. Pierwszy odcinek autostrady z Sestri Levante i Genui w kierunku Mediolanu przypomina rollercoaster. Wąsko, pełno zakrętów, no i dzięki A. również szybko. Później to już tylko prosta równa trzypasmówka. Gdy minęliśmy Mediolan, naszym oczom ukazał się zjazd: Lago di Como! Tak, to nasz dzisiejszy cel! I znów będziemy jechać wzdłuż całego jeziora. Rozpoczynamy naszą trasę w Como i mkniemy po zachodniej stronie jeziora aż na jego północny kraniec. Mkniemy powolutku 40/50 km/h, bo znów wąsko i pełno zakrętów. Mijamy po drodze piękne widoki i piękne miasteczka, m.in. Bellagio.

DSC_0355DSC_0357

Nocujemy w Gravedona w uroczym hoteliku Tullio. Nasze okna wychodzą na jezioro. Jest tu tak przyjemnie, że aż szkoda, że zostajemy tylko jedną noc. Gdy kładę się wieczorem spać, czuję jakby mną kołysało, jakbym była ciągle na pokładzie statku 🙂

DSC_0377DSC_0372

DSC_0385

 

 

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s